Kochani, rok 2013 za nami. Zaczął się owy rozdział. Zaraz, zaraz, czy aby na pewno? Czy ta zmiana kalendarza (szczególnie, kiedy wielu już korzysta z kalendarzy w komórkach) ma znaczenie? Czy wybicie północy, wielki huk petard i kieliszek szampana coś zmieniają? Przemyślmy to sobie dobrze... Jakoś w tym roku (czy też właściwie już w ubiegłym) doszłam do wniosku, że to rzeczywiście wielki pic na wodę... w końcu u nas północ wybija kilkanaście godzin po tym, kiedy w Australii leczą już posylwestrowego kaca, a kilka dobrych godzin przed tym, kiedy nowy rok witają np. w Irkucku. Czy zatem te cudowne zmiany we mnie i taczającym mnie świecie powinny zajść, kiedy północ wybija w Warszawie, Brisbane, czy Moskwie? Pomyślałam, podumałam... Wnioski? Magiczna zmiana wskazówki zegara, symboliczne wrzucenie do śmieci starego kalendarza i zawieszenie na ścianie nowego, kieliszek szampana z bąbelkami i składane wszystkim na szybko noworoczne życzenia, obciążenie sieci telefonii komórkowych... niczego...